Blog Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych
Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych
RSS


piątek, 19 sierpnia 2011
Podczas ostatniej konferencji WallStreet, Minister Skarbu Państwa Aleksander Grad otrzymał od Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych nagrodę specjalną – Filar Rynku Kapitałowego. Jest to nagroda przyznawana przez SII za zasługi, które można ogólnie określić za znaczący wkład w budowę polskiego rynku kapitałowego. Jako uzasadnienie do przyznania tej nagrody Ministrowi Gradowi wymieniono przede wszystkim inaugurację programu Akcjonariat Obywatelski. Celem tego programu jest: Zachęcenie społeczeństwa do aktywnego zarządzania oszczędnościami oraz świadomego inwestowania w akcje prywatyzowanych spółek i inne instrumenty giełdowe.
poniedziałek, 27 września 2010
Zawsze się zastanawiałem jaki jest wizerunek przeciętnego inwestora giełdowego wśród osób niemających nic wspólnego z giełdą. I raz na jakiś czas w różnych mediach pojawiają się wypowiedzi różnych osób, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że w oczach Polaków inwestor to tak na prawdę rekin giełdowy, obracający milionami złotych, mniej więcej taki, jak Gordon Gekko ze sławnego filmu Wall Street.
wtorek, 14 września 2010
Jak to często bywa na giełdzie - na cierpliwych czeka nagroda. Po blisko 50 dniach konsolidacji, inwestorzy mogą w końcu zrealizować – wymarzony po debiucie PZU – ponad 10 procentowy zysk. Co więcej, coraz lepsze wyniki finansowe, perspektywy na przyszłości oraz publikowane pozytywne rekomendacje, dają nadzieję na dalsze wzrosty kursu akcji katowickiej grupy Tauron Polska Energia. Ciekawym wydaje się nawiązanie do zachowania kursu akcji PZU, który wynosi już ok. 400 zł, co oznacza prawie 30 procentowy zysk dla inwestorów długoterminowych.
poniedziałek, 05 lipca 2010
Wiele osób - w dużej mierze przyciągniętych możliwością powtórzenia sukcesu oferty PZU - w środę 30. czerwca 2010 roku zdała sobie sprawę, że nie każda wielka prywatyzacja przeprowadzona za pośrednictwem Giełdy Papierów Wartościowych może stanowić szybki zarobek. Inwestorzy, którzy sprzedali akcje spółki Tauron w dniu debiutu stracili 1,56 proc.
piątek, 21 maja 2010
Czy na polskiej giełdzie występują pewne prawidłowości rynkowe, anomalie, których wykrycie pozwoli inwestorowi na osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu? Pozwoliłem sobie sprawdzić czy strategie efektów kalendarzowych są takimi sposobami pozwalającymi „wygrać z rynkiem”, na przykładzie naszej GPW. Strategie takie zakładają, iż inwestowanie w akcje w pewnych okresach w roku jest bardziej opłacalne niż w innych. Wymienia się wśród nich przede wszystkim efekt grudnia (tzw. „rajd Św. Mikołaja”) i efekt stycznia, a także mniej znane, czyli „sprzedaj w maju i odkup w listopadzie” (Sell In May and Go Away) lub letni rajd – wzrosty cen akcji w okresie wakacyjnym.
środa, 12 maja 2010
Z pewnością, takie właśnie westchnienie ulgi dało się słyszeć dzisiejszego poranka w całej Polsce. Odetchnęło 250 tys. Polaków - akcjonariuszy (lub już teraz byłych akcjonariuszy) PZU. Dzisiaj tj. 12 maja 2010 r o 8:45 akcje zadebiutowały po 349 zł, by po dosłownie kilku chwilach wzrosnąć powyżej 350 zł.
środa, 24 marca 2010

Im dłużej przyglądam się zjawiskom zachodzącym na naszym rodzimym parkiecie, tym coraz częściej dochodzę do wniosku, że zbiór czynników ryzyka związanych z bezpośrednimi inwestycjami na rynku akcji należy powiększyć o ryzyko prawne. Ameryki w zasadzie nie odkryłem, bo ryzyko prawne nasz naród ma praktycznie we krwi (beztroski bobas siedzący z mamą w domu nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że nie pobawi się w przedszkolu z innymi dziećmi, bo posłowie przegłosowali ustawę utrudniającą otwieranie nowych, prywatnych placówek). Z wiekiem nasi młodzi obywatele przekonują się na własnej skórze, że mamy swoją własną odmianę Temidy, taką z dwiema lewymi rękoma.

Prawo a sprawiedliwość to dwie różne rzeczy (uprzejmie proszę w tym miejscu o szczególną dbałość o interpretację spójnika, żebym nie został posądzony o głoszenie treści politycznych i schizofreniczną osobowość). Jeden z prawników, z którymi miałem przyjemność swego czasu współpracować, opowiedział mi ongiś anegdotę o młodym mecenasie, który uporczywie zwracał się do sędziego prowadzącego rozprawę tytułując go „wysoką sprawiedliwością”, aż ten w końcu nie wytrzymał i wywrzeszczał, że w sądzie jest prawo, a nie sprawiedliwość. Coś w tym chyba jest, niestety. W efekcie wszyscy, którzy znają prawo, potrafią je skutecznie obejść.

Jak to wszystko ma się do naszej giełdy? Ano tak, że oprócz oczywistego ryzyka inwestycyjnego inwestorzy indywidualni muszą zaakceptować myśl, że prawo wcale ich nie chroni tak dobrze, jak mogłoby się im wydawać. I nie mam tutaj na myśli ryzyka prawnego, które jest uzasadnione i w oczywisty sposób wynika z treści ustawy, jak np. przymusowy wykup akcji od inwestorów mniejszościowych. Może powiem coś niepopularnego, ale zaczynając inwestowanie na giełdzie należy przyjąć ją z całym inwentarzem, w szczególności trzeba liczyć się z obowiązującym i powszechnie akceptowalnym prawem (dlatego też w żaden sposób nie mogłem pomóc akcjonariuszom Optopolu czy HTL-Strefy, którzy wcale nie mieli jeszcze ochoty wychodzić ze swoich inwestycji). Zdecydowanie bardziej martwi mnie ryzyko prawne, które coraz bardziej wpisuje się w krajobraz polskiej giełdy, choć nie jest ryzykiem systemowym i powszechnie znanym.

Zaryzykuję pseudomatematyczną hipotezę, że liczba luk w aktach prawa rynku kapitałowego jest odwrotnie proporcjonalna (i to co najmniej w dziesiątej potędze) do liczby samych aktów. Opinia karkołomna i nie do udowodnienia, ale podskórnie czuję, że mam rację. Bez zbędnego grzebania w teczkach stojących przy moim biurku mogę chociażby przypomnieć, że od zawsze prawo dopuszcza odjęcie prawa poboru jeszcze przed zatwierdzeniem (ba, nawet złożeniem!) prospektu emisyjnego. Byłym już akcjonariuszom FONa nie muszę tłumaczyć, o co chodzi. Nie trzeba jednak odgrzewać zimnych kotletów, żeby przekonać się o słuszności mojej tezy.

Podejrzewam, że szczególne zrozumienie znajdę wśród akcjonariuszy Prospera i ZEGu, którzy do dnia dzisiejszego nie mogą pogodzić się z myślą, że zgodnie ze stanowiskiem wzywających na akcje obu spółek kupno samochodu nie oznacza automatycznego zakupu kierownicy. Proszę wybaczyć mi tę może nazbyt kwiecistą metaforę, ale bardzo dobrze oddaje ona sytuację rynkową jeżeli chodzi o wezwania na akcje spółek publicznych i ustawowo gwarantowaną cenę w takim wezwaniu. Literalne brzmienie ustawy o ofercie zezwala bowiem na to, aby w absolutnie niezobowiązujący sposób nabyć przed wezwaniem akcje spółki za pośrednictwem wehikułu inwestycyjnego (a więc pośrednio), przy czym cena zapłacona za akcje w takiej transakcji może być znacznie wyższa niż cena zaproponowana pozostałym akcjonariuszom w wezwaniu. Cóż, są równi i równiejsi. Mam nadzieję, że obie sprawy wcześniej czy później trafią na wokandę (w przypadku jednej z nich to nawet jestem pewien, że wcześniej), bo nie mam żadnych wątpliwości, jaki był rzeczywisty cel ustawodawcy. A co mają powiedzieć akcjonariusze NKT Cables, którzy sprzedawali akcje w wezwaniu ze świadomością, że spółka zostanie wycofana z obrotu? Co prawda przedstawiciele duńskiego akcjonariusza twierdzą, że zdjęcie spółki z giełdy w końcu nastąpi, tylko chyba sami nie wiedzą kiedy. Nie zdziwię się, jak za kolejne 6 miesięcy znowu usłyszymy, że delisting jest planowany. A całe zamieszanie przez to, że ustawa nie nakłada ostatecznego terminu realizacji oświadczenia, bądź co bądź publicznego, o wycofaniu spółki z obrotu. Kto nie odpowiedział na wezwanie, mógł zarobić kolejne kilkanaście procent sprzedając akcje na sesji. Ale kto mógł przypuszczać, że tak będzie...

Czasami inwestorzy muszę liczyć się z ryzykiem prawnym, które jest co prawda uzasadnione z punktu widzenia obowiązujących przepisów, jednak trudne do przewidzenia. Aster ogłaszając wezwanie na akcje Hyperiona zaproponował akcjonariuszom cenę 7,60 za papier, a transakcje miały zostać sfinalizowane, jeśli pozwoliłyby na przekroczenie progu 50% głosów. Aster ewidentnie się jednak rozmyślił, bo na 3 dni przed rozpoczęciem przyjmowania zapisów cena została obniżona do 6,58 zł z jednoczesnym podniesieniem progu, po przekroczeniu którego wezwanie jest skuteczne, do 66%. Sprytny sposób na zniechęcenie akcjonariuszy do sprzedaży akcji (tym bardziej, że nie jest możliwe odstąpienie od wezwania). Wszystko odbyło się legalnie, ale jakiś niesmak pozostał. Tak na marginesie zastanawiam się, dlaczego Aster zmienił zdanie. Czyżby wzywający podjął decyzję o przejęciu Hyperiona przy porannym śniadaniu wróżąc z herbacianych fusów? Może aż tak bardzo bym się nie czepiał całej tej sprawy, gdyby nie to, że jak zwykle znalazł się ktoś lepiej poinformowany i zanim informacja o obniżeniu ceny trafiła na rynek, to na walorach Hyperiona pojawiła się widoczna podaż.

Ze wszystkich wspomnianych powyżej powodów znacznie bardziej odpowiada mi prawo precedensowe. Prawnicy podniosą zapewne, że ma ono również wady, czego w ogóle nie neguję. Odnoszę jednak wrażenie, że w precedensowych systemach prawnych kładzie się znacznie większy nacisk na to, co autor miał na myśli. Nawet jeśli jakiś akt prawny jest logicznie niespójny, kłócący się ze zdrowym rozsądkiem albo ogólnie przyjętym poczuciem sprawiedliwości społecznej, to wszelkie niedociągnięcia zastępuje się po prostu zdrowym rozsądkiem orzekającego. Cóż, nam na razie przyszło funkcjonować w realiach jakie mamy i bezustannie walczyć o jedną z najistotniejszych dla giełdowych inwestorów wartości: poczucie bezpieczeństwa. Byłoby dobrze, gdyby w walkę tę włączyły się wszystkie instytucje i autorytety rynku kapitałowego. Niech każdy dorzuci swoje 3 grosze do misji piętnowania giełdowego cwaniactwa.

środa, 20 stycznia 2010

„Obyś żył w ciekawych czasach” to złowieszcze przekleństwo przypomniało o sobie w ubiegłych 2 latach nader często w kontekście sytuacji na globalnych rynkach finansowych. Wydarzenia ostatnich kilkunastu miesięcy z jednej strony spektakularne, przez co i ciekawe, na dobrą sprawę nie były niczym nadzwyczajnym. Przecież cykle koniunkturalne wpisane są w historię światowych i lokalnych rynków można by rzec od zawsze. Więc cóż było tak niezwykłego w paraliżu systemu finansowego, kliku spektakularnych bankructwach czy w fakcie, że coś co jeszcze wieczorem kosztowało bardzo dużo, następnego dnia rano warte było tyle co nic ?

Osobiście jestem pewien, że za kilka lat nie będę pamiętał kilku faktów, które stały się symbolem kryzysu. Nie będę pewnie pamiętał daty upadku i nazwy banku Lehman Brothers przyjmowanego jako początek całej „afery”, nie pomnę również tego, że menedżerowie gigantów finansowych i motoryzacyjnych, do tej pory hardzi i przekonani o tym, że są niezniszczalni i nieomylni, jak jeden padli na kolana i wyciągnęli ręce w stronę państwa, czyli wszystkich nas i z łzami w oczach prosili o ratunek i więcej pieniędzy. Tych i wielu innych czołówek serwisów informacyjnych z tamtego okresu jestem pewien nie będzie pamiętała większość z nas, zbyt wiele tego każdego dnia, a na dodatek za chwilę zagra Wielka Orkiestra, gdzieś zginą setki tysięcy ludzi w wyniku kataklizmu i nasza pamięć wyrzuci te mało istotne, bo przecież nie dotykające nas bezpośrednio, fakty w otchłań.

No właśnie i na to liczą, ba są tego wręcz pewni ludzie (menadżerowi globalnych instytucji), którzy zamiast zapłacić należytą cenę za swoją chciwość, brak wyobraźni, brak nadzoru, jednym słowem porażkę żyją tak jak żyli. Na chwilę musieli zapozorować skruchę, ale jak tylko zorientowali się, że nie pójdą na dno to szybko oddali państwowe pieniądze bo te nie pozwalały wypłacać im horrendalnych apanaży za swoją jakże wartościową robotę. Oficjalnie dziwią się temu wszyscy począwszy od fachowców wysokich lotów (laureat nagrody Nobla – Stiglitz ostatnio powiedział, że to z czym mamy do czynienia obecnie nie można nazwać kapitalizmem, bo w kapitalizmie za popełnione przez menedżerów błędy zapłaciliby w pierwszej kolejności oni sami, a teraz rachunek wystawiony został jedynie akcjonariuszom) skończywszy na ludziach, którym zlicytowano domy, choć prezesowi banku, który wepchnął im „dziwne”, nawet nie toksyczne aktywa głos z głowy nie spadł. Oni jeśli nawet zdecydują się okazać swoje niezadowolenie i pójdą pod jego dom, żeby z dezaprobatą ozdobić pomidorami elewację jego rezydencji to muszą liczyć się z tym, że prawo tym razem zadziała należycie i stanie w obronie szkalowanej jednostki.

Mógłbym tak dłużej i więcej, ale to zapewnie nie jest zdrowe, żeby w nadmiernych ilościach wylewać z siebie irytacje, złośliwość i kpinę, a przy okazji narażać się na stwierdzenie, że jest się naiwnym. Może i tak, nie ma co pisać blogów, prześmiewać tego, że światem rządzą wielkie korporacje, które tak naprawdę dyktują swoje warunki nie tylko nam, konsumentom, ale i rządom, instytucjom tworzącym prawo itd. Zapewne tak jak historia pokazuje, będzie musiało dojść do przesilenia, bo dochodzi zawsze wtedy gdy jakiś element dobrze funkcjonującego mechanizmu zaczyna odgrywać zbyt dużą rolę, przez co osłabia zbytnio wszystkie pozostałe elementy niezbędne do należytego funkcjonowania całości. Historia pokazuje też, że nawet najlepsze idee można wziąć i spieprzyć, więc kto wie może i kapitalizm jako ten nieidealny ale najlepszy na ten moment system skompromituje się definitywnie. Jeśli ma on wyglądać tak jak wygląda coraz częściej, tak jakim ukazał go ostatni kryzys to ja pierwszy będę aktywnie starał się go obalić. Tych, którym blisko do takiego myślenia namawiam nie machajcie ręką i nie mówcie „ nic się nie da zrobić, tak być musi”. Ścierajcie się, jeźdźcie i mówcie NIE na walnych zgromadzeniach, głosujcie nogami, róbcie co chcecie tylko nie siedźcie bezczynnie, bo ci cwaniacy, którym to wszystko pasuje powtarzają jak mantrę „przecież nikomu to nie przeszkadza, nikt nie przyjeżdża na nasze walne...”

14:06, jaroslaw_dominiak
Link Komentarze (3) »
czwartek, 31 grudnia 2009
Bolesna lekcja opcji kosztowała spółki setki milionów złotych, inwestorów jeszcze więcej. Obecność przedstawicieli Stowarzyszenia na walnych zgromadzeniach spółek z problemem opcji poddaje pod wątpliwość tezę, czy oby na pewno zarządy spółek wiedzą dziś na czym polegał ich błąd...
wtorek, 01 grudnia 2009
W listopadzie br. SII opublikowało wyniki Ogólnopolskiego Badania Inwestorów. Jakie wnioski? Przeciętny inwestor to mężczyzna, który inwestuje od 6 lat. W zdecydowanej większości inwestujemy przez internet, a w 2008 roku straciliśmy pieniądze na giełdzie.